Informatyczne recenzje #2 – „Mr Robot”

Oryginalny artykuł pojawił się na PasjaOnline pod tym linkiem.

Recenzja jest przedrukiem z mojego bloga „Skrajnie Skończony”. Oryginał może zobaczyć tutaj.
Oczywiście nie martwcie się – czytam „Zrozumieć programowanie”, podobno bardzo modną książkę i niedługo pojawi się jej recenzja, bądźcie cierpliwi. 😉

Są takie seriale tudzież inne dzieła kultury, w których zakochujesz się na zabój od pierwszych minut. Jednym z nich jest „Mr. Robot”. Dlaczego tak uważam? Zapraszam do czytania!

Zacznijmy od głównego bohatera. Elliot Alderson (zagrany brawurowo przez Ramiego Maleka) to introwertyk, rozmawiający ze sobą dziwak, osobnik inteligentny (może nawet genialny?), który swój czas dzieli między wizyty u psychiatry, rozmowy ze swoją diler, ćpanie morfiny, a programowanie w firmie zajmującej się bezpieczeństwem komputerowym AllSafe. Jest samotny, głównie ze względu na swój skrajnie posunięty introwertyzm. Uwielbia „hakować” ludzi, włamując się na ich konta na portalach społecznościowych i skrzynki mailowe. Świetne jest to w tym serialu pokazane. No i nie zapominajmy, że w wolnych chwilach, najczęściej wieczorami po pracy, „ratuje” („ulepsza”?) świat, w scenie otwierającej pilota serii widzimy go jak za pomocą anonimowego donosu doprowadza do aresztowania pedofila udostępniającego terabajty zdjęć dzieci. Wyrazisty bohater? Checked.

Zatrzymajmy się chwilę na jego rozmowach ze sobą. Nie są one zrobione tutaj tak jak w House of cards, gdzie Francis obracał się od czasu do czasu do widza i mówił coś, co slyszał tylko on, do kamery, lecz w „Mr Robot” od początku dowiadujemy się, że Elliot ma swojego wymyślonego przyjaciela, z którym rozmawia w swojej głowie, ale w sumie czy nie każdy z nas tak czasem robi? Czasem jest to nieco mylące, gdyż do bohatera ktoś mówi, a on odpowiada mu w swojej głowie, nie ruszając ustami, albo wydaje mu się, że odpowiada, w rzeczywistości tego nie robiąc. No ale to poboczny smaczek.
O czym jest serial? W skrócie można powiedzieć, że jest to dzieło skrojone dla geeków, którzy uwielbiają pracować przy komputerze i rozumieć jak Internet działa. Opowieść ma kilka wątków, jest m.in. o grupie hakerów nazywającej się fsociety (oczywiste nawiązanie do Anonymous), próbującej przewrócić świat do góry nogami, o wspinaniu się po drabince w korporacji E (lub jak woli ją nazywać główny bohater – Evil Corporation) przez bohatera zagranego przez Martina Wallströma, wreszcie pojawiają się poboczne wątki, które ciągnął się przez kilka odcinków. Jednak mogą go oglądać nie tylko skończeni komputerowi maniacy, bo technicznego bełkotu jest tutaj dość mało. I warto dodać, że jest to pierwszy serial, w którym tak dobrze pokazano hakowanie jak i również używanie komputera, na nieco wyższym od przeciętnego, poziomie. Dobra historia i aktorzy? Checked.
No i ta muzyka! Głównie elektroniczna, często budząca niepokój. Nie sposób tego opisać, to trzeba usłyszeć i zobaczyć.
Warto tutaj dodać, że serial ma 10 odcinków, po 40-50 minut każdy (poza dłuższym pilotem), jednak się nie dluży. Prócz wątków o których pisałem powyżej „Mr. Robot” stara się nam zwrócić uwagę na to w jakim kierunku podąża nasze społeczeństwo, przesiąknięte Internetem i kredytami, co obrazuje na przykład ten GIF:

Czy polecam ten serial? Zdecydowanie tak. Jest to rozrywka na najwyższym poziomie, z dwoma świetnymi bohaterami, po zobaczeniu zwrotów akcji od odcinka siódmego aż do finału w dziesiątym z pewnością się ze mną zgodzicie.
Oto zwiastun: